15.10.2012

Zachowanie pewnych osobników płci żeńskiej, ale również płci przeciwnej, czyli nasza subiektywna opinia.


     Idealny nie jest nikt, a już na pewno nie my. Popełniamy masę błędów, wygłupiamy się i kompromitujemy przed innymi niezliczoną ilość razy. Jakby nie było jesteśmy tylko ludźmi… Ale bez przesady.
     Rozumiemy, że skoczków narciarskich lubić można. Tego nikt nie zabrania. Przecież na zawody nie jedzie się tylko po to, by podziwiać niesamowitą konstrukcję skoczni, narty albo kombinezony w niepowtarzalnych kolorach. Ewentualnie po to by poznać nowych ludzi. Tylko, że istnieją granice, które niektórzy z zamiłowaniem przekraczają.
    


     Długo zastanawiałyśmy się czy w ogóle to pisać, bo jeszcze zostałybyśmy napadnięte w jakimś ciemnym zaułku i poszarpane na kawałeczki, a my naprawdę chcemy jeszcze trochę pożyć. Przepraszać za to chyba też nie zamierzamy. Piszemy tu jedynie swoją opinię na pewien temat, a mieszkamy w teoretycznie wolnym kraju. Tak czy inaczej jeżeli kogoś uraziłyśmy, pamiętajcie, że nikt idealny nie jest i nasze tyłki też pewnie z trylion razy obrobiono;)



     Skoczek narciarski, według wszechwiedzącej Wikipedii to sportowiec uprawiający dyscyplinę skoków narciarskich. Chociaż bardzo chciałyśmy i próbowałyśmy, to jednak nie znalazłyśmy w definicji słowa "bóstwo".  Wychodzi więc na to, że skoczek to najnormalniejszy człowiek na świecie, który oddycha, musi się odżywiać, spać i na pewno nieśmiertelny nie jest. Z tego co nam wiadomo, nie posiada też żadnych nadprzyrodzonych mocy. Jednak niektórzy ludzie chyba tego nie widzą i na siłę wmawiają sobie, że skoczkowie narciarscy to bogowie, którym powinno się składać należyty hołd.
     Zapewne „tacy ludzie” prywatnie to naprawdę przemiłe osoby, ale jako fani zwyczajnie się nie sprawdzają.
     Na konkursach powinny być osobne sektory dla groupies, które w spokoju - choć to pojęcie względne - w swoim środowisku mdlałyby na widok jakiegoś skoczka. Nas naprawdę nie bawi wysłuchiwanie fascynujących historii,  jak to jakaś laska rozmawiała ze Skaczącym Skakajcem, kiedy prosiła go o autograf. Rozmowa, tak?  – Mogę prosić o autograf? – Jasne.
     Oczywiście nic przeciwko żartom nie mamy, jakby to było cudownie wyjść za jakiegoś skoczka. Jest dobrze, póki opowiadane są one we własnym gronie. Nie sądzimy żeby sportowcy czy kibice, którzy przyszli oglądać skoki z niebywałą ciekawością wysłuchiwali jak to jakaś dziewczyna pragnie założyć rodzinę ze skoczkiem; najlepiej żeby mieszkali na wsi, z czterema psami, dwoma kotami, żółwiem, rybką i szóstką dzieci.
     My lepsze nie jesteśmy, bo po nocach knujemy teorie spiskowe, gdzie by tu wykopać dół na piwnicę i jakim sposobem naszego ukochanego skoczka tam wepchnąć, a później wziąć z nim ślub, ale to żarty. Są one naprawdę do przyjęcia, póki nie musi wiedzieć o tym połowa skaczącego świata.
     I teraz bardzo prosimy: niech ktoś nam nie mówi, że kogoś bawią laski, które opierają się na barierkach i piszczą, bo Anders Bardal rozdaje te swoje karteczki za autografem. Litości. 
     Ale to nie tylko płeć piękna ma "problemy z kibicowaniem". Jak się okazuje mężczyźni też sobie z tym nie radzą, choć pokazują to w inny sposób. Nie wspominamy już o panach w podeszłym wieku, którzy zrywają się na nogi, gdy zobaczą Adama Małysza. Czasami odnosimy jednak wrażenie, że niektórzy faceci/chłopcy przychodzą na zawody po to właśnie, by podziwiać konstrukcję skoczni i przy okazji wspomnieć, tak niby od niechcenia ze trzysta razy, że oni również skaczą. Amatorsko, bo amatorsko, ale skaczą.
    Podsumowując, skoki narciarskie to niebywale trudny sport, nawet jeżeli jedyne co się robi to kibicuje, bo to wystarczy by spod skoczni wyjść wypompowanym i to we wszelaki sposób. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz