W weekend tj. 8 i 9 grudnia
2012 roku w Krakowie stanęła mini-skocznia. Normalnie byśmy się tym pewnie
jakoś dużo nie zainteresowały, gdyby nie fakt, że to nasze miasto, daleko do
centrum nie mamy [teoretycznie] i ciekawość nas zjadała.
Trzeba zacząć od tego, że my
to jednak my. Kiedy więc zapraszają nas gdzieś z otwartymi ramionami, odmawiamy
i znajdujemy z tysiąc wymówek, a potem żałujemy. Mimo wszystko godzina 9.30 to
dla nas bardzo wczesna pora i kiedy przyszło nam wybierać pomiędzy mini-skocznią,
a łóżkiem, wybrałyśmy łóżko. Pomijając już jednak naszą głupotę, która objawiła
się nie raz, wydaje nam się, że mini-skocznia dała radę.
Na rynku byłyśmy akurat,
kiedy to dzieci miały pierwszeństwo w skokach, a raczej w zjazdach. Trochę
żałujemy, że nie zebrałyśmy się wcześniej [ale łóżko o 9.30 w sobotę – tym
bardziej jak ma się ją w końcu wolną – wydaje się być takie wygodne!] i nie
byłyśmy w centrum, kiedy to dorośli mogli spróbować swoich sił. Z drugiej
jednak strony mamy słabość do takich małych dzieciaczków w roli skoczków. Nasza
miłość do nich objawiła się już dawno, chyba w Zakopanem, jak trafiłyśmy na
trening i zobaczyłyśmy takiego małego szkraba tachającego ze sobą narty. Nic
tylko schrupać na miejscu!
W Krakowie na skoczni
spotkałyśmy właśnie takie małe szkraby, które – co tu dużo mówić- zawładnęły
naszym sercem. Udało nam się również trafić na jeden z konkursów. Nie polegał
on na skakaniu, a zjeżdżaniu, co jak dla nas było i tak dużą frajdą i też
chciałyśmy spróbować swoich sił, ale hm.. Jednak to nie był czas dla dorosłych,
a przy takich krasnoludkach nawet mierząc marne 162cm [nie mówiąc już o 172cm]
wydawało się być wielkoludem. Może kolejnym razem postanowimy się
skompromitować i przy okazji dobrze bawić.
Konkurs skomplikowany nie był
– wystarczyło jedynie zjechać i ustać na nogach, co koniec końców, aż tak łatwe
nie było.
Genialnie, że pomysł
z taką mini-skocznią został zrealizowany. Pomijając już fakt wypromowania
Małopolski, w tym Zakopanego i skoków narciarskich, to jest to naprawdę świetna
zabawa i każdy powinien skorzystać z możliwości, no cóż, nawet zjechania na
tych narcikach.
My oczywiście bawiłybyśmy się znacznie lepiej, gdyby nie fakt, że było
tak przeraźliwie zimno. Mimo, że kochamy śnieg i zimową atmosferę, to
jednak nie ma jak ciepłe słoneczko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz