
Ostatnio udało nam się w Zakopanem przeprowadzić z Jakubem Kotem wywiad, do lektury którego serdecznie zapraszamy.
Sądzimy, że Kubę znają
wszyscy, więc uważamy przedstawienie Go za zbędne;)
CherryJumpers: Co
według Ciebie jest największą wadą skoków narciarskich?
Jakub Kot:
Szczerze powiedziawszy, dużo wad by się znalazło. Myślę, że jest to dosyć
nieprzewidywalna dyscyplina, co czyni ją piękną jak i denerwującą. Są
przypadki, że w lecie skacze się super, przychodzi zima i za chwilę ten sam
zawodnik jest zupełnie innym człowiekiem, odnosi zupełnie inne wyniki, jest na końcu listy. Na przykład w moim wypadku,
pierwsze lata były super, dobre wyniki, a teraz nagle coś się podziało i nie
mogę się pozbierać - to jest na pewno wadą. Ciągle zdarzają się też jakieś
zmiany: np. w kombinezonach, wiązaniach, jednemu to pasuje bardziej, innemu już
mniej. Nie wiem czy to jest wada. Dla kibiców to jest ciekawe, że coś się
dzieje, natomiast dla nas jest to dziwne, że potrafi się przyjść na trening z taką
formą, a nazajutrz już jest inaczej. To jest dla mnie, na przykład wadą, że nie
można tego ustabilizować „hop siup”, tylko łatwiej jest stracić, niż zbudować
taką formę.
CherryJumpers: Jakie
jest najdziwniejsze, najbardziej niespotykane zdarzenie, które przydarzyło Ci
się w związku z uprawianym przez Ciebie sportem?
Jakub Kot: Dużo
jest takich zdarzeń ciekawych, śmiesznych, zabawnych. Akurat mnie się może
jeszcze nie przytrafiło coś takiego, ale często jak trenujemy to różne sytuacje
się zdarzają. Koledze raz żaba do torów weszła i trzeba było się jakoś tam
ratować. Czasami jakaś gałązka tam wpadnie, czy trochę śniegu w zimie i tego
nie widzimy, za chwilę ktoś jedzie i w przejściu robi dwie korby na progu i ląduje
na 15m. To już są akurat mniej zabawne sytuacje. Robimy też
takie ćwiczenia imitacyjne z gumą – przewieszamy się. Czasami jak samemu
wieczorem to robię koło domu i zawieszam gumę za rynnę, to ludzie patrzą
myśląc: „żeby się nie powiesił - lina wisi i za chwilę chłopak będzie się
wieszał”.
CherryJumpers:
Skaczesz już od kilkunastu lat – co czujesz siadając dzisiaj na belce
startowej, porównując uczucia z początku Twojej kariery? Czy czujesz tę samą
pasję do tego sportu, co wtedy, a może jeszcze większą?
Jakub Kot: Tak,
skaczę już dobre kilkanaście lat, więc na pewno nie pamiętam dokładnie tych
pierwszych lat, jak to było. Oczywiście pamiętam początek, jak się spod progu
zjeżdżało, te pierwsze skoki, a raczej zjazdy na 35m. Wtedy mnie, siedzącemu na
belce towarzyszył strach; patrząc w dół myślałem
jedynie o tym, żeby już tam być. Dopiero później przyszła do mnie ta pasja:
gotowość do skakania, pójścia na większą skocznię by skoczyć jeszcze dalej, z
wyższej belki, z większą prędkością.
Teraz, można powiedzieć, to już taka rutyna. Czasami brak mi chęci, żeby iść na
trening, a czasami tej chęci jest więcej. Dla przykładu: Jak jest jakaś brzydka
pogoda, to się nie chce iść, ale trzeba… Generalnie jakby się nie miało tej
pasji, to raczej nie miałoby sensu takie skakanie na siłę. Mimo, że się nie
chce, to wie się, że się po coś trenuje, ma się jakieś cele. Myślę, że pasja
musi być, natomiast, czasami tych chęci jest trochę mniej.
CherryJumpers: Które
miejsce w hierarchii wartości zajmują u Ciebie skoki narciarskie?
Jakub Kot: Może
aż przykro odpowiedzieć, ale na razie skoki są dla mnie najważniejsze. Ciężko
powiedzieć, że to jest numer jeden i nic poza tym, ale jakby nie było to studia
AWF się dostosowały do skoków. Do pracy
nigdzie nie mogę pójść. Inni to gdzieś w sklepie pracują, a ja nie, bo mam treningi
popołudniami, jakiś obóz, więc to wszystko jest podporządkowane skokom no i to
jest numer jeden. Wiem, że sport to nie jest wybór na całe życie i za chwilę
przyjdą inne rzeczy, ale myślę, że jeszcze jest na to czas. Trzeba się zająć
skokami i to będzie dla mnie - choćby na
razie - mój numer jeden.
CherryJumpers: Studiujesz na AWF-ie w Krakowie, więc czy masz
jakieś miejsce w tym mieście do którego lubisz wracać?
Jakub Kot: Z
Maćkiem studiujemy generalnie od marca dopiero. Po sezonie zimowym wracamy,
tworzą nam grupę sportową, gdzie są na
przykład łyżwiarze, biegacze, skoczkowie. Przez marzec, kwiecień i maj, bo w
czerwcu jest już sesja, robimy dwa semestry na raz. Więc jest to taka nawałnica,
że AWF staje się naszą twierdzą, z której się nie wychodzi. Czasami jak się
przejedzie do galerii czy na rynek, to już jest święto. Na jakąś imprezę też od
czasu do czasu się pójdzie, ale raczej nie trafiłbym tam znowu, bo tyle tych
uliczek - jest ich stanowczo za dużo. Generalnie AWF i akademik, to jest
miejsce do którego wracam, bo muszę, ale nie narzekam.
CherryJumpers: Czy są
jakieś miejsca, które koniecznie chciałbyś zobaczyć i dlaczego właśnie one?
Jakub Kot: Nie
mam jakiegoś jednego miejsca. Myślę, że chciałbym w przyszłości popodróżować po
świecie. Gdy jedziemy na skoki to raczej w te same miejsca - znowu Austria, Niemcy, czasami Finlandia… Oczywiście są to bardzo
fajne kraje, natomiast chciałbym, żeby dane mi było polecieć na przykład do Brazylii,
Argentyny czy do Stanów tak na dłużej niż tylko na zawody.
CherryJumpers: Gdybyś
wiedział, że został Ci ostatni dzień życia, co chciałbyś zrobić?
Jakub Kot: Wolę nawet o tym nie myśleć, bo jestem
strasznie niezdecydowanym człowiekiem, więc zanim bym się zdecydował, to byłby
już koniec świata. Tak by się to pewnie skończyło.
CherryJumpers: Czego
w sobie nie lubisz?
Jakub Kot: Dużo
rzeczy w sobie nie lubię. Na przykład właśnie tego, że jestem bardzo
niezdecydowany. Często jest tak, że jak mam
jakiś trening, to myślę czy na niego pójść później i tak mi schodzi pół godziny
na samym myśleniu zanim coś zrobię... Jak już podejmę decyzję to jeszcze się
zastanawiam, czy nie byłoby lepiej iść
wcześniej albo może lepiej było odpuścić?
Myślę, że to jest to, czego w sobie nie lubię, coś co powinienem
zmienić. Żeby jednak więcej działać niż
myśleć.
CherryJumpers: Gdybyś
miał użyć czterech słów, które opisywałoby Twoją osobowość, jakie słowa by to
były?
Jakub Kot: Każdy
jakoś inaczej by mnie opisał, bo każdy mnie inaczej widzi. Ja siebie też
inaczej widzę, więc nie lubię właśnie tak siebie opisywać . Na pewno mam specyficzny
charakter, który jedni lubią, inni już nie. Myślę, że jestem indywidualistą; gdy jestem sam na treningu to lepiej się
czuję, bo mogę się skupić i pomyśleć. To jest też taka cecha, którą niektórzy
mogą we mnie nie lubić. Na pewno jestem też czasami trochę dziwny.
CherryJupers: Co
cenisz u innych ludzi?
Jakub Kot: Na pewno
szczerość, która jest bardzo ważna, otwartość.
No i jak ma przyjacielski stosunek do innych ludzi.
CherryJumpers: Jak
wygląda typowy dzień Kuby Kota, gdy nie ma żadnych treningów ani zawodów?
Jakub Kot: Nie ma
takiego typowego dnia, bo w każdy dzień coś się dzieje Taki już mój nawyk, po
prostu coś się musi dziać. Kiedy jest dzień wolny, to po prostu głupieje z
nudów w domu, nie wiem, co robić i wtedy
czas mi wolno leci. Więc nie mam takiego jednego typowego dnia. Trener nam
rozsyła plany, i raz mamy na przykład trening dwa razy dziennie, raz mamy cały
dzień wolny, to wtedy na przykład jeździmy z rodzicami razem na basen. Na pewno
typowy dzień zaczyna się od śniadania, później często trening, obiad, albo
drugi trening, odpoczynek, czyli posiedzenie w domu i kolacja.
CherryJumpers:
Poprzez rozmowę z Tobą, stwierdziłyśmy, że jesteś osobą niezwykle otwartą. Skąd
u Ciebie bierze się takie nastawienie do życia i ludzi? Czy miałeś kiedyś
ochotę powiedzieć „dosyć”?
Jakub Kot: To
dopiero ostatnimi czasy się okazało, że taki jestem, bo nigdy nie uważałem
siebie za osobę otwartą. Może inaczej, wiedziałem, że jestem kontaktowy i, że
lubię rozmawiać z ludźmi. Nie miałem problemu z tym, żeby odpisać komuś na
Facebooku, czy na poczcie, może nie od razu, ale jak miałem możliwość. Jednak
jak kiedyś ktoś chciał się ze mną spotkać, to już taki otwarty nie byłem.
Natomiast ogólnie jak mam zajęcia na uczelni, to czuję, że jestem kontaktowy,
że lubię rozmawiać. Dlatego dużo osób mi mówi żebym spróbował zrobić coś pod
kątem dziennikarstwa sportowego. Lubię kontakt z ludźmi, natomiast
niekoniecznie chętnie spotykam się z osobami obcymi.
Super wywiad, a Kubuś jest przemiłym chłopakiem ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie:
skoki-narciarskie-od-kuchni.blog.onet.pl