30.09.2012

KUBA KOT "(...)zanim bym się zdecydował, to byłby już koniec świata".





     Ostatnio udało nam się w Zakopanem przeprowadzić z Jakubem Kotem wywiad, do lektury którego serdecznie zapraszamy.
     Sądzimy, że Kubę znają wszyscy, więc uważamy przedstawienie Go za zbędne;)




CherryJumpers: Co według Ciebie jest największą wadą skoków narciarskich?

Jakub Kot: Szczerze powiedziawszy, dużo wad by się znalazło. Myślę, że jest to dosyć nieprzewidywalna dyscyplina, co czyni ją piękną jak i denerwującą. Są przypadki, że w lecie skacze się super, przychodzi zima i za chwilę ten sam zawodnik jest zupełnie innym człowiekiem, odnosi zupełnie inne wyniki, jest  na końcu listy. Na przykład w moim wypadku, pierwsze lata były super, dobre wyniki, a teraz nagle coś się podziało i nie mogę się pozbierać - to jest na pewno wadą. Ciągle zdarzają się też jakieś zmiany: np. w kombinezonach, wiązaniach, jednemu to pasuje bardziej, innemu już mniej. Nie wiem czy to jest wada. Dla kibiców to jest ciekawe, że coś się dzieje, natomiast dla nas jest to dziwne, że potrafi się przyjść na trening z taką formą, a nazajutrz już jest inaczej. To jest dla mnie, na przykład wadą, że nie można tego ustabilizować „hop siup”, tylko łatwiej jest stracić, niż zbudować taką formę.

CherryJumpers: Jakie jest najdziwniejsze, najbardziej niespotykane zdarzenie, które przydarzyło Ci się w związku z uprawianym przez Ciebie sportem?

Jakub Kot: Dużo jest takich zdarzeń ciekawych, śmiesznych, zabawnych. Akurat mnie się może jeszcze nie przytrafiło coś takiego, ale często jak trenujemy to różne sytuacje się zdarzają. Koledze raz żaba do torów weszła i trzeba było się jakoś tam ratować. Czasami jakaś gałązka tam wpadnie, czy trochę śniegu w zimie i tego nie widzimy, za chwilę ktoś jedzie i w przejściu robi dwie korby na progu i ląduje na 15m. To już są akurat mniej zabawne sytuacje.  Robimy też  takie ćwiczenia imitacyjne z gumą – przewieszamy się. Czasami jak samemu wieczorem to robię koło domu i zawieszam gumę za rynnę, to ludzie patrzą myśląc: „żeby się nie powiesił - lina wisi i za chwilę chłopak będzie się wieszał”.

CherryJumpers: Skaczesz już od kilkunastu lat – co czujesz siadając dzisiaj na belce startowej, porównując uczucia z początku Twojej kariery? Czy czujesz tę samą pasję do tego sportu, co wtedy, a może jeszcze większą?

Jakub Kot: Tak, skaczę już dobre kilkanaście lat, więc na pewno nie pamiętam dokładnie tych pierwszych lat, jak to było. Oczywiście pamiętam początek, jak się spod progu zjeżdżało, te pierwsze skoki, a raczej zjazdy na 35m. Wtedy mnie, siedzącemu na belce towarzyszył strach; patrząc w dół  myślałem jedynie o tym, żeby już tam być. Dopiero później przyszła do mnie ta pasja: gotowość do skakania, pójścia na większą skocznię by skoczyć jeszcze dalej, z wyższej  belki, z większą prędkością. Teraz, można powiedzieć, to już taka rutyna. Czasami brak mi chęci, żeby iść na trening, a czasami tej chęci jest więcej. Dla przykładu: Jak jest jakaś brzydka pogoda, to się nie chce iść, ale trzeba… Generalnie jakby się nie miało tej pasji, to raczej nie miałoby sensu takie skakanie na siłę. Mimo, że się nie chce, to wie się, że się po coś trenuje, ma się jakieś cele. Myślę, że pasja musi być, natomiast, czasami tych chęci jest trochę mniej.

CherryJumpers: Które miejsce w hierarchii wartości zajmują u Ciebie skoki narciarskie?

Jakub Kot: Może aż przykro odpowiedzieć, ale na razie skoki są dla mnie najważniejsze. Ciężko powiedzieć, że to jest numer jeden i nic poza tym, ale jakby nie było to studia AWF się dostosowały do skoków.  Do pracy nigdzie nie mogę pójść. Inni to gdzieś w sklepie pracują, a ja nie, bo mam treningi popołudniami, jakiś obóz, więc to wszystko jest podporządkowane skokom no i to jest numer jeden. Wiem, że sport to nie jest wybór na całe życie i za chwilę przyjdą inne rzeczy, ale myślę, że jeszcze jest na to czas. Trzeba się zająć skokami  i to będzie dla mnie - choćby na razie - mój numer jeden.  

CherryJumpers:  Studiujesz na AWF-ie w Krakowie, więc czy masz jakieś miejsce w tym mieście do którego lubisz wracać?

Jakub Kot: Z Maćkiem studiujemy generalnie od marca dopiero. Po sezonie zimowym wracamy, tworzą nam  grupę sportową, gdzie są na przykład łyżwiarze, biegacze, skoczkowie. Przez marzec, kwiecień i maj, bo w czerwcu jest już sesja, robimy dwa semestry na raz. Więc jest to taka nawałnica, że AWF staje się naszą twierdzą, z której się nie wychodzi. Czasami jak się przejedzie do galerii czy na rynek, to już jest święto. Na jakąś imprezę też od czasu do czasu się pójdzie, ale raczej nie trafiłbym tam znowu, bo tyle tych uliczek - jest ich stanowczo za dużo. Generalnie AWF i akademik, to jest miejsce do którego wracam, bo muszę, ale nie narzekam.

CherryJumpers: Czy są jakieś miejsca, które koniecznie chciałbyś zobaczyć i dlaczego właśnie one?

Jakub Kot: Nie mam jakiegoś jednego miejsca. Myślę, że chciałbym w przyszłości popodróżować po świecie. Gdy jedziemy na skoki to raczej w te same miejsca - znowu Austria, Niemcy,  czasami Finlandia… Oczywiście są to bardzo fajne kraje, natomiast chciałbym, żeby dane mi było polecieć na przykład do Brazylii, Argentyny czy do Stanów tak na dłużej niż tylko na zawody.  

CherryJumpers: Gdybyś wiedział, że został Ci ostatni dzień życia, co chciałbyś zrobić?

Jakub Kot:  Wolę nawet o tym nie myśleć, bo jestem strasznie niezdecydowanym człowiekiem, więc zanim bym się zdecydował, to byłby już koniec świata. Tak by się to pewnie skończyło.

CherryJumpers: Czego w sobie nie lubisz?

Jakub Kot: Dużo rzeczy w sobie nie lubię. Na przykład właśnie tego, że jestem bardzo niezdecydowany. Często jest tak, że jak  mam jakiś trening, to myślę czy na niego pójść później i tak mi schodzi pół godziny na samym myśleniu zanim coś zrobię... Jak już podejmę decyzję to jeszcze się zastanawiam,  czy nie byłoby lepiej iść wcześniej albo może lepiej było odpuścić?  Myślę, że to jest to, czego w sobie nie lubię, coś co powinienem zmienić.  Żeby jednak więcej działać niż myśleć.

CherryJumpers: Gdybyś miał użyć czterech słów, które opisywałoby Twoją osobowość, jakie słowa by to były?

Jakub Kot: Każdy jakoś inaczej by mnie opisał, bo każdy mnie inaczej widzi. Ja siebie też inaczej widzę, więc nie lubię właśnie tak siebie opisywać . Na pewno mam specyficzny charakter, który jedni lubią, inni już nie. Myślę, że jestem indywidualistą;  gdy jestem sam na treningu to lepiej się czuję, bo mogę się skupić i pomyśleć. To jest też taka cecha, którą niektórzy mogą we mnie nie lubić. Na pewno jestem też czasami trochę dziwny.
CherryJupers: Co cenisz u innych ludzi?

Jakub Kot: Na pewno szczerość, która  jest bardzo ważna, otwartość. No i jak ma przyjacielski stosunek do innych ludzi.

CherryJumpers: Jak wygląda typowy dzień Kuby Kota, gdy nie ma żadnych treningów ani zawodów?

Jakub Kot: Nie ma takiego typowego dnia, bo w każdy dzień coś się dzieje Taki już mój nawyk, po prostu coś się musi dziać. Kiedy jest dzień wolny, to po prostu głupieje z nudów  w domu, nie wiem, co robić i wtedy czas mi wolno leci. Więc nie mam takiego jednego typowego dnia. Trener nam rozsyła plany, i raz mamy na przykład trening dwa razy dziennie, raz mamy cały dzień wolny, to wtedy na przykład jeździmy z rodzicami razem na basen. Na pewno typowy dzień zaczyna się od śniadania, później często trening, obiad, albo drugi trening, odpoczynek, czyli posiedzenie w domu i kolacja.

CherryJumpers: Poprzez rozmowę z Tobą, stwierdziłyśmy, że jesteś osobą niezwykle otwartą. Skąd u Ciebie bierze się takie nastawienie do życia i ludzi? Czy miałeś kiedyś ochotę powiedzieć „dosyć”? 

Jakub Kot: To dopiero ostatnimi czasy się okazało, że taki jestem, bo nigdy nie uważałem siebie za osobę otwartą. Może inaczej, wiedziałem, że jestem kontaktowy i, że lubię rozmawiać z ludźmi. Nie miałem problemu z tym, żeby odpisać komuś na Facebooku, czy na poczcie, może nie od razu, ale jak miałem możliwość. Jednak jak kiedyś ktoś chciał się ze mną spotkać, to już taki otwarty nie byłem. Natomiast ogólnie jak mam zajęcia na uczelni, to czuję, że jestem kontaktowy, że lubię rozmawiać. Dlatego dużo osób mi mówi żebym spróbował zrobić coś pod kątem dziennikarstwa sportowego. Lubię kontakt z ludźmi, natomiast niekoniecznie chętnie spotykam się z osobami obcymi.  


1 komentarz:

  1. Super wywiad, a Kubuś jest przemiłym chłopakiem ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    skoki-narciarskie-od-kuchni.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń