Joanna [tak dorośle i poważnie]
Przyznaję się bez bicia, że
jako niemowlak nie zachwycałam się skokami. Później też nie. Więcej, ja skoków
narciarskich nienawidziłam i unikałam jak ognia. Adam Małysz, Adamem Małyszem,
ale jako siedmioletnia dziewczynka naprawdę nie widziałam niczego fascynującego
w skokach. Nudne były i tyle. Skacze sobie taki jeden za drugim i przepraszam
bardzo, ale gdzie te emocje? No fajnie, jeden wyląduje tu, drugi tam… Nie,
stanowczo nie widziałam w tym niczego ciekawego.
Próbowałam. Próbowałam skoki
narciarskie oglądać. Chociażby na zimowisku w podstawówce. Połowa osób zebrała
się przed telewizorem i oglądała zawody. Tak, ja również. Głównie dlatego, że
skoki lubił chłopak, który mi się podobał, ale ogólnie próbowałam. Wierciłam
się, kręciłam i nic nie rozumiałam z tego, co widziałam na ekranie, więc chyba
w końcu dałam sobie z tym spokój i poszłam do koleżanek.
Z czasem nauczyłam się skoki
ignorować, i choć wstyd się przyznać, to jakoś się tym nie interesowałam nawet,
gdy Adam Małysz skakał. Aż pewnego dnia bum trach bam! Siedzę sobie w pokoju,
przełączam kanały i widzę skoki, a na belce – o ironio – Gregor Schlierenzauer
i jego wielki nos. Nie powiem, że mi się nie spodobał i potem nie poszłam
szukać informacji w Internecie na jego temat… To dość wstydliwy etap w moim
życiu, więc może go pomińmy.
Koniec końców, nawet nie
wiem kiedy, zaczęłam się skokami narciarskim interesować i z niecierpliwością
wyczekiwałam kolejnych konkursów w telewizji. Do dzisiaj nie wiem, co mnie tak
fascynuje w oglądaniu skaczących anorektyków (no poważnie, widzisz takiego na
żywo i popadasz w depresje, bo nagle sobie uświadamiasz, że facet Twoich marzeń
waży o 20kg mniej niż Ty) ale chyba wolę w to jakoś głęboko nie wnikać.
Ola [poważna nie jest. Dorosła z resztą też nie za bardzo]
Wielkie zainteresowanie
skokami zaczęło się już jak byłam sobie małym bąblem. No okay, nie aż tak małym,
bo te 7 latek się w końcu posiadało i do zeróweczki chodziło. To wtedy właśnie
Adam Małysz osiągał swoje pierwsze sukcesy i coraz bardziej narastała tzw.
„Małyszomania”. Był to czas kiedy każdy weekend spędzałam z rodzinką przed TV,
oglądając zawody. Nawet podczas rodzinnych spotkań zawsze rozmowa schodziła na
tematy skoków narciarskich - czy Adam Małysz wygra, czy też nie?
Z Asią muszę się w 100% zgodzić, że moment, kiedy stoisz przed swoim wymarzonym, przyszłym mężem i uświadamiasz sobie, że jest 20 kg chudszy od ciebie jest strasznie dołujący. Ale cóż, nadrabiają charyzmą xD
OdpowiedzUsuńJednak bliżej mi chyba do Oli, bo skoki to zawsze było COŚ w moim życiu, wymarzony świat.. o czym, o ironio, niedawno pisałam u siebie ;P
Skoki są wspaniałą pasją i coraz więcej dziewczyn się nimi interesuje :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie:
skoki-narciarskie-od-kuchni.blog.onet.pl